Biografie tych, którzy odeszli na wieczną wartę

Publikacja „Z kart wągrowieckiego harcerstwa – biografie tych, którzy odeszli na wieczną wartę” ukazała się nakładem Wągrowieckiego Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego im. Stanisława Przybyszewskiego z okazji obchodzonego roku jubileuszowego 100-lecia harcerstwa na ziemi wągrowieckiej, który kończy się we wrześniu 2020 roku.

Książka zawiera biogramy dwudziestu harcerzy, którzy na przestrzeni lat 1919-2019 zasłużyli się dla tej organizacji. Są to: Feliks Tylman, Kazimierz Wyrembek, Leon Filipiak, Franciszek Grajkowski, Wiktor Matczyński, Danuta Pajchel-Kowalewska, Waldemar Balcerowicz, Benon Kaczmarek, Janina Kadow, Józef Kubicki, Jerzy Mianowski, Roman Nowak, Bogdan Piechowiak, Grzegorz Pietrzycki, Gabriela Relis, Antoni Springer, Janina Smogur, Ludwik Twaróg, Bronisław Wilmanowicz, Wojciech Włodarczak.

Autorką książki jest Jadwiga Mianowska, a składem i przygotowaniem do druku zajął się Rafał Różak. Artykuły do książki napisali również: Irena Kasica, Rafał Różak, Anna Grajkowska-Soroka, Waldemar Twaróg, Marcin Moeglich i nieżyjący już Jerzy Mianowski.

Spis przedwojennych wągrowieckich sędziów, notariuszy, komorników i adwokatów

Autor: Sebastian Chosiński

W okresie międzywojennym organizacja sądów powszechnych wyglądała nieco inaczej niż dzisiaj. Najniższy szczebel zajmowały sądy grodzkie (znajdujące się w miastach powiatowych), w których orzekano jednoosobowo; były one pierwszą instancją w drobnych sprawach cywilnych i karnych. Nad nimi znajdowały się sądy okręgowe, które były sądami pierwszej instancji w ważniejszych sprawach karnych i cywilnych; rozpatrywały też odwołania od sądów grodzkich. Rozstrzygały sprawy kolegialnie (w składzie trzyosobowym osoby) lub jednoosobowo; dzieliły się na wydziały. Od ich decyzji można było odwołać się do sądów apelacyjnych, których siedzibą były miasta wojewódzkie. Były one sądami drugiej instancji od orzeczeń sądów okręgowych. Orzekały w składzie trzyosobowym (bądź – ale to tylko w wyjątkowych sprawach – jednoosobowo).

W międzywojennym Wągrowcu istniał więc Sąd Grodzki, wobec którego instancją odwoławczą był Sąd Okręgowy w Gnieźnie; ponad nim znajdował się natomiast Sąd Apelacyjny w Poznaniu. System – z uwagi na rozległość terytorialną państwa – był rozbudowany. Aby ułatwić poruszanie się w nim, każdego roku warszawskie Wydawnictwo Biblioteka Prawnicza publikowało opasły, kilkusetstronicowy „Kalendarz informator sądowy”. Znajdowały się w nim między innymi wykaz wszystkich sądów w II RP, spis imienny wszystkich sędziów, prokuratorów, adwokatów, notariuszy, pisarzy hipotecznych, tłumaczy przysięgłych, komorników oraz urzędników Najwyższego Trybunału Administracyjnego i Prokuratorii Generalnej. Poza tym zawierał on wiele innych przydatnych dla każdego prawnika i obywatela informacji, jak na przykład przepisy o kosztach sądowych czy wynagrodzeniu adwokatów.

Z takiej właśnie publikacji z 1934 roku dowiadujemy się, kto zajmował się zawodami prawniczymi w naszym mieście. Sędziowie Sądu Grodzkiego w Wągrowcu: kierownik Leonard Jastrzębski, Juliusz Fasiecki oraz Wacław Hoffmann. Notariusze: dr Leonard Bernsdorff-Melanowicz oraz Henryk Myszkowski. Komornicy: Robert Narzyński oraz Roch Preuschoff. Adwokaci (zrzeszeni w Izbie Adwokackiej w Poznaniu): dr Leonard Bernsdorff-Melanowicz, Henryk Myszkowski, Stanisław Wrzyszczyński oraz Franciszek Zakrzewski. W przypadku tych ostatnich w informatorze udostępniono również adresy i numery telefonów.

Pięć lat później z praktykujących w Wągrowcu w 1934 roku adwokatów pozostał jedynie Stanisław Wrzyszczyński. Nowymi byli natomiast: Stanisław Czajkowski, Józef Czadrowski, Stanisław Radkowski oraz dr Tadeusz Rybiński.

Z archiwum Powiatowej Rady Narodowej w Wągrowcu – część 3

Autorką napisanego odręcznie tekstu „Monografia Szkoły Podstawowej w Siernikach” (dzisiaj już nieistniejącej) jest ówczesna – na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku – kierowniczka placówki Anna Witkowska. Dzisiaj Sierniki, leżące nieopodal Rogoźna, znajdują się – podobnie jak cała Gmina Rogoźno – w powiecie obornickim; sześćdziesiąt lat temu – jak możemy przeczytać w pierwszym zdaniu artykułu – leżały „na krańcu powiatu wągrowieckiego”.

Źródło: archiwum Szkoły Podstawowej im. Marii Konopnickiej w Wągrowcu.

Jan Siokało – tragiczne losy wągrowieckiego starosty

Autor: Sebastian Chosiński

Nie tak dzisiaj wita się nowych urzędników wysokiego szczebla! Zasiadający na lokalnych „tronach” burmistrzowie, wójtowie czy starostowie prześwietlani są przez media nadzwyczaj dokładnie. Czytelnicy dowiadują się o nich wszystkiego, do czego tylko można dotrzeć. W okresie międzywojennym wyglądało to zupełnie inaczej. Dziennikarze nie byli aż tak „wścibscy”, a i możliwości zdobywania przez nich informacji były dużo bardziej ograniczone. Gdy więc z końcem 1926 roku pojawił się w Wągrowcu nowy przedstawiciel władz lokalnych, proendecka „Gazeta Wągrowiecka” przywitała go następującymi słowy (pisownia oryginalna): „Nowy Starosta. Z dniem 1 stycznia 1927 r. obejmuje urzędowanie w tutejszym starostwie dotychczasowy starosta powiatu czarnkowskiego, p. dr. Siokało. – Szczęść Boże!” (numer 1. z 2 stycznia 1927 roku). On sam zaanonsował swoje przybycie dwa dni później w „Orędowniku Urzędowym Powiatu Wągrowieckiego” tak: „Podaję niniejszym do wiadomości władz i mieszkańców powiatu Wągrowieckiego, że z dniem 31. b.m. objąłem urzędowanie jako Starosta powiatu Wągrowieckiego. Wągrowiec, dnia 31 grudnia 1926 r. Starosta: Dr. Siokało” (numer 1. z 4 stycznia 1927 roku).Dwie krótkie notki i od razu nieścisłość: kiedy nastąpiło przejęcie urzędu przez Jana Siokało – ostatniego dnia starego czy pierwszego dnia nowego roku? Tak naprawdę to tylko – z perspektywy dziewięćdziesięciu lat, jakie minęły od tamtego wydarzenia – mało istotny drobiazg.

Dziwić może natomiast „suchość” przyjęcia nowego urzędnika. Dlaczego nie towarzyszyły temu żadne emocje społeczne czy polityczne? Wynika to przede wszystkim ze statusu starostów w okresie międzywojennym, który wynikał z przyjętych po odzyskaniu przez Polskę niepodległości rozwiązań typowych dla pruskiej administracji terenowej. Szczegółowo wyjaśnia to Regina Pacanowska w artykule „Wielkopolscy starostowie powiatowi w okresie II Rzeczypospolitej” (2006). Zacytuję go w miarę obszernie: „Organizację administracji powiatowej w Wielkopolsce (…) oparto na zasadzie ścisłego powiązania administracji rządowej i samorządowej. Powiat był jednostką podziału administracyjnego państwa i równocześnie tworzył związek komunalny z prawami korporacji publicznej (powiatowy związek komunalny). Mianowany przez Ministra Spraw Wewnętrznych i podlegający służbowo wojewodzie starosta występował w podwójnej roli – był przedstawicielem władz państwowych i równocześnie przewodniczył pracom organów samorządowych – sejmiku powiatowego i wydziału powiatowego”. W dalszej części Pacanowska dopowiada: „Na początku lat dwudziestych starosta (…) musiał przede wszystkim zapewnić spokój i bezpieczeństwo w powiecie, troszczyć się o dobro powiatu i jego ogólny rozwój, a więc o kwestie gospodarcze, rozbudowę i polepszenie komunikacji. (…) Sprawował również nadzór nad mniejszymi miastami w powiecie i gminami. Jako przewodniczący organów samorządowych – konsekwentnie używano tu określenia przewodniczący wydziału powiatowego – reprezentował samorząd na zewnątrz, zwoływał posiedzenia sejmiku i wydziału oraz przewodniczył ich obradom. Prawo głosu przysługiwało staroście tylko wówczas, gdy został wybrany członkiem sejmiku, jego głos był rozstrzygający w przypadku równości głosów w trakcie posiedzeń wydziału powiatowego”. Mieszkańcy powiatu oraz reprezentujący ich radni nie mieli więc żadnego wpływu na to, kto pokieruje tą jednostką administracyjną. Zależało to od podejmowanej jednoosobowo decyzji ministra spraw wewnętrznych (w tym czasie urząd ten pełnił generał Felicjan Sławoj Składkowski). Urzędnikami państwowymi dysponowano dowolnie, często przenosząc ich z miejsca na miejsce, z jednego regionu Polski w drugi.

Czym Jan Siokało zajmował się wcześniej? Częściowej odpowiedzi na to pytanie udziela wałbrzyski badacz Roman Świst (z Zarządu Głównego Związku Emerytów i Rencistów Pożarnictwa RP), który zajmuje się dziejami straży pożarnej na ziemiach polskich. Dzięki niemu dowiadujemy się, że był on doktorem prawa; karierę zaczynał dość skromnie – jako kierownik komisariatu Policji Państwowej na Dworcu Głównym we Lwowie. W październiku 1922 roku został awansowany do stopnia podinspektora i przeniesiony do Poznania na stanowisko komendanta Okręgu Poznańskiego Policji Państwowej (to odpowiednik dzisiejszego komendanta wojewódzkiego). Następnie został wyznaczony na starostę czarnkowskiego, a później wągrowieckiego, który to urząd objął 31 grudnia 1926 bądź 1 stycznia 1927 roku i pełnił przez niespełna dwa lata, do 3 października 1928 roku. Dzień później w „Gazecie Wągrowieckiej” (numer 118. z 4 października 1928 roku) ukazało się następujące ogłoszenie (pisownia oczywiście zgodna z oryginałem): „Na czas mego 6-tygodniowego urlopu wypoczynkowego wydelegował p. Wojewoda Poznański pana referendarza Zdzisława Brzeskiego z Poznania do tutejszego Starostwa i poruczył mu tymczasowe kierownictwo Starostwa wągrowieckiego podczas mego urlopu, który rozpoczynam z dniem 4 bm. Wągrowiec, dnia 3 października 1928 r. Starosta Powiatowy: Dr. Siokało”. Z urlopu Jan Siokało do Wągrowca już nie powrócił. Kilka tygodni później zasiadł bowiem na analogicznym stołku w miejscowości Kopczyńce w ówczesnym województwie tarnopolskim (na terenie dzisiejszej zachodniej Ukrainy), a 5 grudnia tego samego roku objął urząd starosty w Brodach (w tym samym województwie).

Tymczasem w Wągrowcu wkrótce starostą mianowano – po tymczasowo zajmującym ten urząd Zdzisławie Brzeskim – Kazimierza Rościszewskiego (wcześniej referendarza w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu). Co mogło być przyczyną przenosin Jana Siokało na Kresy wschodnie? Być może rozwiązanie tej zagadki kryje się w anonimowym artykule „Burzliwe posiedzenie Sejmiku Powiatowego w Wągrowcu”, jaki ukazał się w „Dzienniku Bydgoskim” numer 235. z 11 października 1928 roku, a więc tydzień po udaniu się starosty na „urlop wypoczynkowy”. Opisano w nim posiedzenie sejmiku, jakie miało miejsce 29 września, na którym pojawili się również przedstawiciele wojewody. Jak napisał dziennikarz: „Zebranie to budziło zaciekawienie już od kilku miesięcy w związku z przekroczeniami budżetowemi Wydziału Powiatowego”. Komisja rewizyjna uznała wykonanie budżetu za „nierzetelne” i odmówiła „pokwitowania”. Jednocześnie postawiła następujące wnioski: „1. Pociągnięcie wszystkich winnych do pieniężnej odpowiedzialności za nieprawnie wyasygnowane kwoty. 2. Wyraża votum nieufności Wydziałowi Powiatowemu”. Dalsza dyskusja była bardzo ostra. Ostatecznie sejmik przyjął sprawozdanie za rok 1927-1928 do wiadomości, ale jednocześnie poprosił władzę nadzorczą, czyli wojewodę poznańskiego, o „wyciągnięcie konsekwencji”. Po tym głosowaniu, mimo że posiedzenie nie zostało jeszcze zakończone, starosta opuścił salę. Nie będzie chyba błędnym wniosek, że wyciągniętą przez wojewodę „konsekwencją” był przymusowy urlop starosty Siokało, a zaraz potem przeprowadzka na drugi kraniec Polski.

W Brodach spędził on prawdopodobnie prawie pięć lat, po czym został mianowany starostą w Łukowie na Lubelszczyźnie. Tam aktywnie angażował się w życie lokalnej społeczności. Był prezesem Okręgowego Związku Straży Pożarnych; inicjatorem powołania Komitetu Budowy Pomnika Henryka Sienkiewicza. Po napaści hitlerowskiej na Polskę Jan Siokało znalazł się w Warszawie – i tam rozegrał się ostatni akt dramatu, czego ślad pozostał w wydanym już przez nazistów „Dzienniku Urzędowym Miasta Stołecznego Warszawy” (numer 7. z 25 października 1939 roku). Na podstawie prawa wojennego wprowadzonego przez Niemców 12 września 1939 roku były starosta wągrowiecki, u którego znaleziono broń palną oraz amunicję został – wraz z trzema innymi osobami – 21 października skazany na śmierć. Obwieszczenie kończy się lakonicznym stwierdzeniem: „Wyroki wykonano”. Dni poprzedzające wydanie i wykonanie wyroku przez nazistowski sąd doraźny Siokało spędził na Pawiaku, czyli w najcięższym warszawskim więzieniu, cieszącym się złą sławą jeszcze w czasach carskich. Pod karą śmierci podpisał się SS-Oberführer („starszy” pułkownik) Günther Claassen, ówczesny – od października 1939 do października 1941 roku – Prezydent Policji w Warszawie (Polizeipräsident von Warschau), funkcjonariusz nazistowski, który zresztą w stolicy Polski przyszedł na świat (w 1888 roku). Zastanawiające jest jednak, dlaczego Siokało został przedstawiony przez Niemców w taki sposób: „(…) b. prezes policji w Poznaniu oraz b. starosta wągrowiecki”. O ile można zrozumieć to pierwsze – była to istotna funkcja o zasięgu wojewódzkim, o tyle trudno dociec, dlaczego wyeksponowano drugi fakt. Nie był to przecież ani ostatni pełniony przez niego urząd, ani też ten, który sprawowałby najdłużej. Być może jednak wspomnienie o zasiadaniu na stołku starościńskim w mieście wielkopolskim, czyli na terenie, który do końca 1918 roku znajdował się pod bezpośrednim zarządem niemieckim (pruskim) i do którego najpierw Republika Weimarska, a następnie III Rzesza rościły sobie prawo przez cały okres międzywojenny – miało być usprawiedliwieniem dokonanego mordu.

Zdjęcie: Narodowe Archiwum Cyfrowe (https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/178740/)